Reiki
Literatura ezoteryczna (książki)
 
Medytacja
  Tarot, runy i inne wróżby
Dialogi z Zaświatem
  Linki ezoteryczne
Panda
Muzyka
Felietony ezoteryczne
 
Astrologia
 

E z o t e r y k a

 

 

ReiKi
Wojna o ...

Motto: Jeżeli nie wiadomo, o co chodzi, to chodzi o forsę.
A.Szczerba

Historia zjawiska zwanego Reiki w Polsce to około 10 lat (w dniu pisania tej książki). Wydawałoby się, że przez tak krótki okres nic szczególnego nie może się zdarzyć. Powinno się powoli rozwijać i asymilować. Nikomu nie wchodzi w drogę, pomaga ludziom, uszlachetnia i uzdrawia na różnych poziomach. Pomagając jednostkom wspomaga społeczeństwo. Niby wszystko jest w porządku, a jednak od kilku lat (niemal od początku obecności Reiki w Polsce) trwa coraz agresywniejsza i coraz szersza wojna z Reiki. Angażują się w nią pojedynczy ludzie, grupy społeczne a nawet media masowego przekazu. Czy przesadzam ? Chyba nie. W tym rozdziale spróbuję to omówić.

Początkowo tytuł rozdziału miał brzmieć Wojna z Reiki, albo Wojna o Reiki. Ale gdy bliżej przyjrzałem się temu zjawisku, doszedłem do wniosku, że tak naprawdę to do końca nie wiadomo o co ona jest. Mam swoje wyobrażenia tego stanu rzeczy i przyczyn leżących u jego podstawy. Mogę się mylić, ale po przeczytaniu rozdziału może się okaże, że jest to nie tylko moje zdanie. Chcąc najkrócej wyjaśnić kwestię obiektu, o który toczy się ta wojna, należy zacytować motto niniejszego rozdziału. Ponadto dorzuciłbym do niego jeszcze i o władzę.

Przyjmijmy na początku rozważań, że strona zwalczająca jest rzeczywiście pozbawiona wszelkich cech negatywnych, t.j. obłudy, nienawiści, egoizmu, itp. A także, że pełna jest tych wspaniałych cech (miłość, uczciwość, dobroć, itd.), które przynoszą korzyści tym wszystkim, w imię których się walczy. Nie wierzę w taki układ, ale pozwoli to przeanalizować omawiane zjawisko z punktu widzenia uczciwości i prawdy, bez udziału jakichkolwiek osobistych podtekstów strony zwalczającej.

Z kim wobec tego walczy się ? Z Reiki jako takim ? Po właściwym zrozumieniu czym jest Reiki, należy poddać to wszelkim wątpliwościom. Bo niby jak człowiek, nawet gdyby chciał, mógłby tego dokonać ? Raz, że obiekt ataku jest zupełnie nieuchwytny, dwa, że to nie ta skala wielkości, i w końcu trzy, że to przecież byłaby walka z samym sobą. Może pojedyncze jednostki próbują, ale osobiście takich przypadków nie znam i nie wydaje mi się, aby dobrze na tym wyszli. Przypadek ten jest jeszcze o tyle mało prawdopodobny, że uznaliśmy Reiki za Dobro i Miłość. Wobec tego walczyć z Nią musiałoby zło, a to jest sprzeczne z przyjętym powyżej założeniem.

Wobec tego pozostają ludzie, jako obiekty ataku. Oczywiście ci wszyscy, którzy są związani z Reiki. Formalnie biorąc walczy się z nimi zawsze w imię jakichś wyższych wartości: w imię dobra, w obronie wiary, dla uchronienia ludzi przed złem, dla ludzkiego zdrowia. Czego tam jeszcze nie wymyślono.

Skoro walczy się z ludźmi, to walczy się też z nowymi ideami, wartościami, sposobem życia, z którymi oni się identyfikują. Jakże często innymi, niż powszechnie uważane za normalne i nie mające zbyt wielu oponentów.

Dochodzimy więc do pewnego stwierdzenia, które trzeba w końcu wypowiedzieć. Skoro ci walczący byliby rzeczywiście pełni tych cech, o których wspomniałem wcześniej i pozbawieni tych drugich, to do żadnej wojny by nie doszło. Bo byliby na tyle doskonali, że potrafiliby zaakceptować ludzi i zjawisko takim, jakim są naprawdę. W imię wartości nadrzędnych. W końcu Jezus z faryzeuszami nie walczył, a tylko wytykał im błędy w rozumieniu i zachowaniu. Bo on w swej doskonałości rozumiał, że oni tacy są. Za to oni zwalczali go. I co najciekawsze - robili to w imię prawdy, religii, dobra człowieka itp. argumentów, które tak naprawdę były tylko przykrywką dla prawdziwej motywacji.

Dlatego nie Prawda i Dobro są przyczynami walki ale normalne wady i przywary ludzkie. Tak dominują nad niektórymi, że próbują niszczyć pozytywne zachowania i cechy innych ludzi. Nie mają oni jednak na tyle odwagi, by zrobić to osobiście, w imię swoich poglądów i swoich kryteriów wartości. Dlatego najczęsciej podpierają się w swej walce autorytetem pewnych grup społecznych, które niejako uwiarygadniają ich walkę, mając zaufanie społeczne. Jednocześnie łatwiej się walczy w tłumie, anonimowo, mając poparcie grupy.

Sporadycznie zdarzają się jednostki, które otwarcie odcinają się od Reiki. Mają do tego całkowite prawo, bo np. nie wierzą w To, nie ufają, boją się. Wszystko jedno jaka jest przyczyna, wolno im. Ludzie rzadko mają takie samo widzenie świata. Najczęściej wydaje im się, że mówią o tym samym. Weźmy np. papier koloru ciemnoczerwonego. Jeden z patrzących powie czerwony, drugi powie bordowy a trzeci wreszcie (niewidomy) powie ciepły. A to przecież ten sam kolor. Źle zaczyna się dziać dopiero wtedy, gdy ludzie wypowiadają się w swoim imieniu, ale tak naprawdę to są pod wpływem autorytatywnych grup, które wypowiadając swoją negację, wpływają na podatnego słuchacza. Ten ostatni nawet nie wie, że w swej słabości charakteru i ducha poddany został nieświadomemu praniu mózgu. Stąd więc bardzo rzadko zdarzają się jednostki wrogie wobec Reiki i reprezentujące tylko siebie.

Skoro jednak zdarzą się tacy, to ich zdanie nie ma szerszego odzewu u innych ludzi. Dość często nawet najbliżsi mają inne od nich poglądy. Jakie mogą być przyczyny negacji bądź agresji wobec Reiki u takich ludzi ? Jaką najczęściej opinię mają tacy oponenci na temat Reiki ? Najczęściej są to ludzie zbyt mocno zakorzenieni w materii jako takiej. Nie mam na myśli materialności w sensie posiadania, lecz rozumienia świata, sposobu życia. Dla takich ludzi wyrocznią jest mędrca szkiełko i oko. A wszystko co niedotykalne to nie istnieje. Podobnie jest też u tych, którzy mówią, że wierzą w Boga, czyli przyznają się do akceptacji pewnych form i zjawisk nienamacalnych. Gdy jednak przychodzi do uznania Reiki, mówią nie. Po prostu nie wierzą. Mamy więc pierwszą opinię: nie wierzę w istnienie Reiki. Czy można ich przekonać ? Chyba nie, nawet jeśli długimi wywodami lub przykładami potwierdzającymi pośrednio istnienie Reiki pokażemy, ze właśnie tak jest. Wtedy i tak najczęściej trafia się na niewiarę i argumenty typu: to przypadek, to coś innego zadziałało, itp. Do zaakceptowania należy dojrzeć, a na to ma wpływ tylko sam zainteresowany.

Drugą przyczyną są przebyte doświadczenia z terapią Reiki. Bywa, że terapeuta jest niedoszkolony i nie umie wytłumaczyć np. przyczyn zaostrzających się dolegliwości po działaniu takiej terapii. Wtedy przyjmujący Reiki zaczyna interpretować, że Reiki szkodzi.

Są też potrzebujący, którzy próbowali szukać pomocy we wszystkich typach medycyny współczesnej i niekonwencjonalnej. Nikt im nie pomógł. Przyczyną braku pozytywnego oddziaływania tych terapii był np. kompletny brak wiary tego człowieka w wyzdrowienie lub inne wewnętrzne opory. Gdy napotka terapię Reiki to z samych założeń wie, że ona też mu nie pomoże. Przystępując do zabiegu już o tym wie. Odchodząc z niczym utrwala sobie obraz, że Reiki nie istnieje, że nie pomaga, itd. Mamy więc drugą opinię: Reiki szkodzi, Reiki nie działa.

Do powyższej grupy można też zaliczyć tych, którzy poddali się terapii Reiki z ufnością. Niemniej albo przed zabiegami, albo po nich zrobili coś, co zablokowało działanie Reiki bądź spowodowało pewne dolegliwości (np. zjedli coś szkodliwego). Gdy wystąpiły objawy, poszli po najmniejszej linii oporu, tzn. przyjęli opinię, ze to właśnie Reiki szkodzi.

Ostatnią wreszcie podgrupą są ci, którzy patrza na ludzi z Reiki przez pryzmat własnego ja. Najczęściej są to ludzie, których bliscy są po Reiki. Oni patrzą przez pryzmat swoich wewnętrznych blokad, których obecność całkiem negują. Dla nich, obserwując człowieka z Reiki, jasne jest, że Reiki zmienia. Ale zmieniając pogłębia się różnica poglądów, zachowań. Więc uważają, że Reiki zmienia na gorsze. Nawet im do głowy nie przyjdzie, że Reiki zmienia na dobre, za to oni pozostają z tyłu. Stąd przepaść rośnie. I wystarczyłby jeden krok, aby przepaść przeskoczyć. Niestety, podświadomość jest butna, więc podrzuca takiemu biedakowi każdy argument, byle tylko wyjść na swoje.

Z tego typu oponentami nie ma problemu. Z takich czy innych przyczyn negują sens istnienia Reiki lub jego skuteczność. Nie są jednak najczęściej agresywni. Mają zwyczajnie swoją opinię na ten temat i nie chcą przyjąć, że jest inaczej. Rzecz ma się tak samo jak z innymi problemami naszej egzystencji. Dlatego też należy pozostawić ich takimi jakimi są i szanować ich poglądy. Wskazane jest jednak, aby dyskretnie podsuwać przykłady, że To zadziałało, że ktoś wyzdrowiał, itp. Jeżeli wskutek takiego działania zrozumieją coś, to wspaniale, jeśli nie - to trudno.

Dość szeroki i jednocześnie silny w swym negowaniu Reiki jest świat medyczny. Oczywiście dotyczy to kręgu medycyny akademickiej. Grupa ta może być skutecznie wroga i oddziaływująca na innych, gdyż jest bardzo konserwatywna, hermetyczna i mało podatna na rzeczy inne niż ona sama. Tym bardziej, że gromadzi dużą ilość osób, którzy mają szerokie pole oddziaływania i ewentualną rzeszę słuchaczy.

Oddziaływanie negatywne lekarzy dotyczy Reiki jako energii uzdrawiającej oraz terapii Reiki będącej skutecznym narzędziem do uzdrawiania nawet tzw. nieuleczalnych chorób oraz co bardziej powszechnych schorzeń.

Nim przystąpię do wyrażania opinii na ten temat spróbujmy przyjrzeć się jak wygląda leczenie w życiu. Oczywisty, jak się wielu wydaje, patent mają lekarze. W tym celu uczyli się przez lata, by w końcu, po przysiędze zostać lekarzem. Przysięga ta jednoznacznie wskazuje, że lekarz powinien pomagać ludziom bez różnicy na to jak to zrobi. Nie każdy lekarz jako jednostka i jako medycyna współczesna potrafią sobie dać radę z wieloma delegliwościami. Nic w tym złego. Istotne jest jednak, aby lekarze potrafili przyjąć, że istnieją inne metody i siły, dzięki którym można pomóc człowiekowi. Skoro sami tego bezpośrednio nie potrafią (a nie muszą wiedzieć i umieć wszystkiego) to należałoby powiedzieć nie umiem, nie potrafię czy coś w tym sensie i skierować potrzebującego tam, gdzie mu można pomóc. Nikt by nie miał do lekarza pretensji, że nie umie wyleczyć z choroby. Ale skoro nie umie, niech zgodnie z przysięgą pomoże w inny sposób. Może np. wskazać kogoś kto sobie z daną chorobą da radę. Ba, wystarczy aby nie negował, a już będzie dobrze.

Co się jednak dzieje na codzień Przeciętny lekarz wiedząc, że nie umie uleczyć choroby próbuje eksperymetować (z lekami, zabiegami, itd.). Często dodaje w ten sposób choremu problemów (np. zbędne zatruwanie lekami) i stresu, których wcześniej nie miał. Czyni tak z prostej przyczyny, a na imię jej strach. Strach przed utratą twarzy, zaufania, wiarygodności. Strach przed stratą prestiżu jaki daje ten zawód. W końcu strach przed własną niemocą i przyznanie się przez sobą, że tego lub tamtego się nie wie. A strach bywa niszczący. Jeżeli taki zakompleksiony człowiek nie może znaleźć sobie z tego wyjścia a wewnętrznie nie jest stabilny i pewny siebie, zaczyna czuć się zagrożonym i w końcu zaczyna atakować. Szuka ofiary, i tę znajduje we wszystkim i wszystkich, którzy potrafią zrobić to, czego on nie potrafi. Nie jest wtedy ważne dobro chorego, ważne jest, że ktoś niejako pośrednio udowadnia światu, że ów lekarz nie wie czegoś. Banalne by było, gdyby danej choroby nikt nie umiał wyleczyć. Można by wtedy zrzucić winę na niewiedzę medycyny. Ale tu klops, bo ktoś to wie (niekoniecznie dużo, ale w danej rzeczy - więcej), a tylko medycyna współczesna i on, przedstawiciel tej medycyny jest bezradny. Więc trzeba zniszczyć tych, którzy wiedzą i potrafią więcej.

Byłoby nieuczciwe z mojej strony mówić, że wszyscy lekarze są tacy. Są pojedynczy, którzy chcą i wyrywają się ze szponów i ograniczeń swojej dyscypliny. Co prawda, częściej sięgają po zioła czy homeopatię (bo bardziej namacalna), rzadziej po Reiki, ale jednak są tacy. Co ciekawe to fakt, że ich koledzy są często wobec nich również wrodzy, jak wobec nielekarzy. I tutaj układ jest ten sam tzn., że ten człowiek wie coś więcej, staje się samodzielny w swojej pracy i stanowi silną konkurencję przyciągając pacjentów. A, że wskutek tych gierek pacjent traci, to co to kogo obchodzi.

Dlaczego tak się dzieje ? Sprawa jest niebywale banalna. Ten, który coś wie, coś umie może przejąć pacjentów. A przecież pacjent to forsa. To źródło dobrego niekiedy dochodu. Więc się zwalcza konkurencję. Jest to tym dziwniejsze, że potrzebujących nie brakuje. Wystarczyłoby pracy dla wszystkich. Ale po co, lepiej niech czeka kolejka. Chwilami przypomina to psa ogrodnika, który sam nie może a innym nie pozwoli.

Dochodzą do głosu również olbrzymie ambicje, które nadmiernie rozbudowane stają się problemem samym w sobie. Lekarz był zawsze osobą szanowaną, miał prestiż, był inaczej mówiąc kimś. No tak, bo o zdrowie trzeba dbać, więc lekarz jest konieczny. I prestiż rósł. Jak tu teraz uznać, że przychodzi jakiś chłopek roztropek i robi to, co wydawało się nie do zrobienia?

Obserwując nieco świat lekarzy nasuwa mi się pewna refleksja. Lekarze, którzy w hierarchii są najniżej, przyjmują Reiki jako to, co można uznać lub przynajmniej akceptować. Często odrzucają Reiki, ale czynią to z własnych przekonań, typu nie wierzę (podobnie jak inni ludzie, o czym było wcześniej). Gierki zaczynają się wyżej, na wyższych szczeblach, gdzie decyduje się o wielu rzeczach świata lekarskiego, sterując tym światem. Gdzie chodzi o kierowanie szpitalami lub choćby ich oddziałami, gdzie chodzi o ogromny handel lekami i oczywiście ich produkcją. Gdzie mówiąc dosadnie rządzi pieniądz, a nie potrzeba zdrowia. Przypomina to dowcip, który w relacji z omawianym tematem przestaje być śmieszny. Otóż młody lekarz wraca do domu i pełen radości mówi do taty lekarza, że wyleczył pacjenta X, którego ojciec nie mógł wyleczyć przez 20 lat. Na to ojciec z rozpaczą: coś ty zrobił, przecież to tylko dzięki niemu zbudowaliśmy dom i daliśmy ci studia.

Jakie najczęściej argumenty wyciąga świat medyczny ? Jednym z nich jest to, że Reiki nie można zbadać. Bo widać tylko skutki. Jest niemożliwa do zbadania przyrządami znanymi współczesnej nauce. Należałoby tu raczej zająć się opracowaniem nowych instrumentów, niż negować zjawisko. Innym jest stwierdzenie, że to nie jest możliwe, skoro medycyna nie potrafi. To tak jakby medycyna współczesna miała patent na mądrość. Jest też cała masa innych, co śmieszniejszych argumentów.

Najśmieszniejszym jednak zarzutem jest, że tylko lekarze mogą ludzi leczyć. To jest już jawne przyczepienie się w myśl zasady, że do czegoś trzeba. Bo w końcu czym jest leczenie ? Jest słowem, które określa pewien proces przywracania zdrowia i ewentualnych czynności, które do tego prowadzą. Skądinąd słuszne jest, że tylko lekarz może leczyć. Stąd słowo lekarz. Ale przecież nikt nie może zabronić komukolwiek, aby sam się leczył. Bo proces leczenia rozumiany powszechnie to działanie lekarzy. Bzdura - proces leczenia to proces wewnątrz człowieka, którego on dotyczy. A lekarz mu tylko pomaga, wskazuje jak tego dokonać. Niech jednak będzie, skoro tak się przyjęło, że to lekarz leczy. Ale tak naprawdę to on tylko asystuje przy leczeniu. I tak samo może asystować terapeuta, który wie jak to zrobić, np. przez przekazywanie Reiki. Czy wobec tego ten terapeuta leczy ? Nie, on tylko przekazuje Energię, a leczy się ten, któremu coś dolega. Pożywką do tego problemu były stwierdzenia wielu terapeutów, w tym z Reiki, że oni leczą. To nie jest prawda. Doprowadzili tym gadaniem i wynoszeniem się do tego, że lekarze znaleźli haczyk. A swoją drogą, oni musieli się do czegoś przyczepić, przyczepili się więc do tego.

Wyobraźcie sobie, przez analogię, że ktoś odpoczywa. A inny mu mówi, że to ja ciebie odpoczywam (np. pokazując mu jak to się robi). Po jakimś czasie tak się przyjęło, że ten, który odpoczywa kogoś to odpoczywacz. I co więcej, poza gronem wtajemniczonych nikt inny odtąd nie może powiedzieć ja kogoś odpoczywam. Zakaz tego typu jest bzdurny, a wyłączność na bzdurę tym bardziej. I tylko jakoś nikt nie zwraca uwagi na to, że odpoczywać może tylko ktoś sam. Inni mogą mu jedynie asystować bądź pomagać.

Następną grupą, która intensywnie walczy z Reiki jako zjawiskiem społecznym i moralnym jest grupa związana z kościołem katolickim. Właśnie to jest najbardziej zastanawiające, że tylko ta grupa religijna próbuje wpływać na innych przez walkę lub ośmieszanie Reiki. Przedstawiciele żadnej innej religii poza chrześcijaństwem, jak i innych kościołów, poza katolickim, nie próbują stawać na drodze komukolwiek. A tylko to jedno wyznanie. Dlaczego tak się dzieje, trudno mi zrozumieć, bo ów wymiar jest nieco szerszy niż tylko w relacji z Reiki.

Ale jest też jednocześnie najśmieszniejsze to, że środowisko to poprzez swoich przedstawicieli walczy przy pomocy argumentów, które argumentami faktycznie nie są. Wystarczy przeanalizować te argumenty i poznać chociaż minimum Reiki, by stwierdzić, że walczący pozbawienie są elementarnej wiedzy na poruszany temat. Pełnie są natomiast nienawiści, egoizmu, pychy czy choćby dziwnego uporu.

Mówiąc o środowisku kościelnym nie mam na myśli całego kościoła jako takiego, lecz pewne grupy ludzi, które z kościołem są związane i podpierając się autorytetem kościoła próbują forsować swoje poglądy. I tylko swoje. Przyjrzyjmy się temu środowisku przez chwilę.

Obserwuję od lat wypowiedzi osób oficjalnie reprezentujących Kościół, począwszy od papieża, a na biskupach kończąc. Nie udało mi się od nich usłyszeć niczego negatywnego na temat Reiki. Ja nie wiem, czy wynika to z wysokiej wiedzy i świadomości tych ludzi, czy tylko z dyplomacji. Faktem jest, że takich opinii nie znam. Co prawda, również brak potwierdzenia co do akceptacji Reiki jako takiego, ale jest to zapewne wynikiem pewnej asekuracji wypowiedzi na tematy, których nie można zbagatelizować lub zbyt pochopnie skrytykować. Znane mi są co najmniej dwie poczynione próby uzyskania opinii papieża Jana Pawła II, ale odpowiedzi na wysłane listy nie nadeszły.

Myślę, że tzw. wierchuszka kościoła stara się asekuracyjnie nie walczyć (przynajmniej oficjalnie) z tym, co może się okazać prawdą. Podobną taktykę nie-negacji stosuje się w kościele powszechnie, np. wobec uznanie kogoś za świętego czy przy weryfikacji objawień. Może tak trzeba, może tak wygodniej, nie wiem. Ale to już jest skądinąd pozytywne. Wystarczy zaobserwować polityczną scenę polską, aby zorientować się, że gdy kościół jest pewny swych racji, mówi i krytykuje bez pardonu. Skoro więc brak oficjalnej negacji Reiki, świadczyć to może tylko o tym, że stanowisko kościoła jest bądź pozytywne bądź neutralne.

Mam informacje z przekazu ustnego o treści spotkania jednego z Mistrzów Reiki z biskupem jednej z polskich diecezji. Świadomie omijam nazwiska, bo informacje na ten temat są nieistotne lub wręcz zbędne. Skoro nie doszło do wypowiedzi oficjalnej, więc sądzę, że biskup wypowiada swoje prywatne zdanie i nie chce z jakichś względów przekazać go publicznie. Dlaczego tak, to już jego sprawa. Podstawowym tematem wspomnianego spotkania było Reiki, stosunek kościoła do Reiki oraz walka środowisk katolickich (w tym niektórych księży) ze zjawiskiem Reiki w Polsce. W trakcie rozmowy biskup powiedział mniej więcej tak: "Jeżeli ci księża plotą bzdury na ten temat to należy im to wyjaśnić i sprostować."

Spotkałem także, niesprawdzoną przeze mnie, informację podaną przez jedną z Mistrzyń Reiki. W liście do miesięcznika LIST mówi, że "w dniu 7.06.1995r prezentowałam Ojcu Świętemu Janowi Pawłowi II, na osobistej audiencji w Watykanie, naszą pracę (pracę Reikowców). Ojciec Święty nazwał naszą pracę szlachetną pracą na rzecz ludzi cierpiących". Ponadto powołuje się ona na korespondencję z Prymasem Polski i Nuncjuszem Apostolskim, w której brak jakiejkolwiek krytyki Reiki. Nie sprawdzałem tych informacji z przyczyn obiektywnych, lecz mogę z pełną wiarą zaufać temu, co podaje wspomniana osoba. Tym bardziej, że jak sama pisze, ma na potwierdzenie swojego zdania dokumenty.

Poznaliśmy więc już co nieco opinię zwierzchników kościoła i przechodzimy powoli do szczebli niższych. A nawet tych najniższych, z którymi mamy na codzień do czynienia. Mam na myśli księży i zakonników.

Trzeba przyznać, że środowisko to jest dość zróżnicowane. Jak zresztą wszystkie społeczności. Wielu księży oraz zakonników czy zakonnic akceptuje i uznaje Reiki. Żyją z Tym na codzień, wykorzystują w życiu. Są może bardziej świadomi Prawdy, więc łatwiej im to przychodzi. Osobiście znam dwoje polskich Mistrzów Reiki, z których jeden jest księdzem, druga Mistrzynu wywodzi się z zakonu. Zdarzają się księża i zakonnicy, którzy mają Reiki, ale nie mówią o tym oficjalnie. Charakterystyczne jest, że obowiązuje tu jakaś dziwna zasada, że ludzie ci rozumieją Reiki i akceptują jego pozytywne wartości, ale tylko na prywatny użytek. Gdy dochodzi do oficjalnych wypowiedzi, nabierają wody w usta.

Wielu księży chyba nie ma zdania na ten temat, ale nie negują zjawiska, wykonując powierzoną im pracę i żyjąc własnym życiem. Jest to najszersze grono tych, którzy żyją dla dobra człowieka. Ważne jest, że przynajmniej nie negują, uznając ze skromnością swoją niewiedzę. I chwała im za to.

Niestety jednak dla wszystkich jest pewna grupa, która jest agresywna wobec wszystkiego co nie przypomina ich samych. Nie ważne czy to jest Reiki czy inne zjawisko. W tym wszystkim zapominają jednak o rzeczy najważniejszej, t.j. o człowieku. Ich walka i negacja dokonuje się przez ekspansję własnych poglądów na forum, pod szyldem kościoła i często w obiektach kościoła. A, że są osobami związanymi z kościołem bardzo silnie, że noszą sutanny bądź habity więc ich autorytet natychmiast wzrasta. Oczywiście w oczach ludzi, którzy traktują ich niepotrzebnie jak świętych. W ten sposób ich wypowiedzi przyjmują oni jako wyrocznię, jako niepodważalną prawdę, jako opinię kościoła, którego naukę akceptują, któremu ufają. Gdyby ci słuchacze zechcięli choć przez chwilę posłuchać tych krzykaczy z dystansu, szybko zrozumieliby, że to tylko demagogia. Jednak ci słuchacze nie chcą najczęściej słyszeć prawdy, lecz wolą gdy robi się im wodę z mózgu.

Wypowiedzi niektórych z osób mają tym szerszy wpływ na środowisko katolickie, im szersze forum ich słucha. Dlatego też wykorzystują oni już nie tylko kościoły, ale także coraz częściej mass media. Moim skromnym zdaniem, taką walką czynią więcej szkody ludziom i samemu kościołowi, niż gdyby milczeli. Swoim gadaniem powodują coraz to większą pustkę w głębi niejednego człowieka, który będąc zdezorientowanym i rozżalonym a często zastraszonym, ucieka do sekt. Te zaś obiecują mu to wszystko, czego dotychczas nie znał. Ale ci krzykacze jakoś tego nie potrafią zrozumieć. Rozumie to natomiast Episkopat Polski, który choć nie ma wpływu na ton i treść wielu wypowiedzi, wskazuje co niektórym osobom, aby sobie dały na wstrzymanie. Może nie w imię racji dobra człowieka, ale przynajmniej w imię dobrego imienia kościoła. Zdarzyło się, że Episkopat publicznie, poprzez telewizję przypomniał pewnym osobom (nazwiska przemilczę), że nadużywają kościoła do swoich prywatnych celów. A to już świadczy, że ci ludzie faktycznie szafują swoimi poglądami, przedstawiając je w krzywym zwierciadle i do tego pod płaszczem kościoła. Czy im się dziwić ? Raczej nie - potrzebują słuchaczy i tych, którzy im wierzą aby móc się dowartościować, aby móc manewrować ludźmi (tacy są wielcy i ważni). I to chyba jedna z przyczyn takiego działania, na tyle jednak istotna, że zrobią wszystko, by być zawsze zauważanym i uważanym.

Ze środowiskiem katolickim w omawianym temacie wiąże się także wielu openentów lub wręcz wrogów Reiki z tzw. laikatu katolickiego. Mówiąc prościej zwyczajni katolicy, którzy starają się być bardziej papiescy niż sam papież. Ludzie, których poglądy są wrogie czemukolwiek co odstaje od oficjalnego stanowiska kościoła. Próbują oni na siłę forsować te poglądy wszystkim wokoło. Nie zważając przy tym, że czynią innym krzywdę, a więc sprzeniewierzają się temu, co głoszą.

Myślę, że kościół nie popełni już nigdy błędu jakim była święta inkwizycja. Gdyby jednak mogły zaistnieć okoliczności reaktywowania jej, to moim zdaniem, na jej czele stanęliby właśnie ci cywilni obrońcy kościoła. Tak są agresywni i pełni nienawiści. Wystarczy ich posłuchać. I to w imię Jezusa, który uczył: kochajcie się. Środowisko to jest wrogie praktycznie wszystkiemu, o ile ma ambicje robić i prezentować novum rzeczy. Przy czym jest to często novum tylko dla nich. Wystarczające jest jednak by to zwalczać. I wtedy, przy nowej inkwizycji, tych z Reiki wzięto by na pierwszy ogień (dosłownie i w przenośni).

Reiki jest jednym z wielu obiektów walki tych ludzi. Potrafią walczyć np. z bioenergoterapią, bo zdaniem takiej osoby jest to zło. Przykładem niech będzie wypowiedź jednej z osób na łamach popularnej rozgłośni radiowej, która brzmiała mniej więcej następująco: "Jeżeli lekarz jest wierzącym to przez jego ręce leczy Bóg. Jeżeli lekarz nie jest wierzącym, to przez jego ręce leczy diabeł." Właściwie to nie wiadomo czy się śmiać czy płakać. Albo osoba wypowiadająca się jest kompletnym idiotą i dyletantem w sprawach wiary (byłoby to dla niego najlepsze rozwiązanie) albo działa świadomie, burząc to co dobre. Jak można w ogóle uważać, że jest możliwość innego działania przez człowieka niż tylko boskiego. Pusty śmiech człowieka ogarnia na taką ignorancję. Szkoda jednak, że tacy ludzie mają swoich słuchaczy. A nawet gorzej, bo ci ostatni wierzą w głupotę bez krztyny zastanowienia. Ludzie nauczyli się, by im cenzurowano prawdę, by podawano im na tacy przetrawiony materiał i poglądy. Są ślepi więc wciska się im każdą głupotę. Byle podaną pod dobrym szyldem. Przykre jest jednak to, że tym szyldem jest Jezus i jego nauki.

Jakie najczęściej argumenty wytycza środowisko rycerzy świętej wojny wobec Reiki ? Jeden z nich już przytoczyłem przed chwilą. A przecież Jezus wspominał apostołom, że "Kto wierzy we mnie, ten także dokonywać będzie uczynków, które Ja czynię, i większe nad te czynić będzie; bo Ja idę do Ojca." No więc jest dobrze czy źle czynić rzeczy wielkie, wręcz cuda, jak się je potocznie nazywa ?

Innym argumentem jest kwestia czegoś, co można by nazwać obroną duszy człowieka. Faktem jest, że we współczesnym świecie powstało mnóstwo sekt, które pod pozorem dobra, krzywdzą ludzi. Dla naszych rycerzy słowo sekta stało się więc argumentem-wytrychem najcięższego kalibru. Przyjęło się niemal, że chcąc komuś bardzo mocno zaszkodzić należy powiedzieć, iż należy do sekty. To niemal psychiczne i moralne zabójstwo. Dla niektórych wszystko, co jest nieco inne niż oni sami, to już sekta. Nieco inne myślenie, życie, ba, nawet sposób jedzenia. Są tacy, którzy wegetarian uznają za sektę, próbując ich niszczyć. Tym, co tak bardzo uderza w człowieka, któremu zarzuca się przynależność do sekty jest to, że uznaje się go winnym sprzeniewierzeniu się własnej religii, najczęściej katolickiej. Ma to ten minus, że nawet jeśli to nieprawda, uznaje się takich ludzi za wrogów, odszczepieńców, itd. A nie każdy potrafi żyć z takim garbem. Dodać jeszcze do tego można to, że rodzice obawiają się komentarzy sąsiadów na temat ich dzieci, wreszcie obawiają się o dobro i bezpieczeństwo samych dzieci. Argumentów jest wystarczająco dużo, by się obawiać takich oszczerstw. Kiedyś tych, którzy śmieli myśleć inaczej, palono na stosach lub rzucano lwom na pożarcie. Teraz zaś mówi się, że należą do sekty.

W przypadku sekt, nazwijmy je klasycznych, jest rzeczą istotną, by nie dać się omamić. Ale w końcu nie wszyscy ludzie, którzy robią coś inaczej przynależą do sekty. Przyjrzyjmy się może trzem określeniom sekty. Pierwsze dwie definicje pochodzą z 3-tomowego Słowika Języka Polskiego, trzecia z felietonu księdza Romana E. Rogowskiego na łamach Wieczoru Wrocławia. I porównajmy je z tym, co wiemy o Reiki.

1.  "Grupa religijna, która oderwała się od któregoś z wielkich kościołów panujących i przyjęła własne zasady organizacyjne; odłam wyznaniowy jakiejś religii."

2.  "Grupa społeczna izolująca się od reszty społeczeństwa, mająca własną hierarchię wartości, zespół norm zachowania się, silnie akcentująca rolę przywódcy."

3.  "Sekta nierówna sekcie, ale daje się ustalić, że istotne dla niej jest przede wszystkim zerwanie z dotychczasową religią, najczęściej zerwanie z jedną z tzw. wielkich religii, negacja powszechnie przyjętych wartości, celów i norm moralnych, radykalna izolacja w ramach grupy, uznanie absolutnego przywództwa zwierzchnika oraz swoiste praktyki pseudoreligijne."

Jeżeli rzeczywiście Reiki jest sektą, jak niektórzy zarzucają, przyjrzyjmy się kolejnym elementom definicji, które charakteryzują to zjawisko i ustosunkujmy się do nich, punkt po punkcie, przypisując je Reiki lub odrzucając.

1.  Grupa religijna. Nie jest to grupa religijna, gdyż nie ma tu ani elementów kultu, ani form organizacyjnych, ani doktryny religijnej. Brak więc tego wszystkiego co grupę religijną charakteryzuje (wg 4-tomowej Encyklopedii PWN). Każda z osób przynależy za to do jednej z wielkich religii, często aktywnie, albo jest ateistą lub obojętną religijnie. Form organizacyjnych nie ma żadnych. Ludzie spotykają się jak wszyscy inni, aby pobyć ze sobą lub porozmawiać o interesujących ich tematach. A przy okazji czegoś się nauczyć. Nie ma w Reiki elementów kultu, zaś każdy uznaje swoje poglądy bądź poglądy swojej religii, dotyczące Boga.

2.  Oderwała się  ...  . Reiki nie oderwała się od żadnej z istniejących lub starych religii. Ani chrześcijańskich, ani żadnej innej. Nie jest też odłamem którejkolwiek z religii.

3.  Przyjęła własne zasady organizacyjne. Reiki nie ma żadnej formy organizacyjnej. W spotkaniach uczestniczą osoby, których kontakt polega na wzajemnej, towarzyskiej i osobistej sympatii oraz wspólnych zainteresowaniach. Niektórzy tworzą grupy formalne, np. celem prowadzenia gabinetów zabiegów Reiki, lecz ma to związek jedynie z przepisami fiskalnymi. Tworzone są też grupy o charakterze stowarzyszeń, które będąc formalnie zarejestrowane mogą np. prowadzić działalność terapeutyczną, wykładową, itp.

4.  Grupa izolująca się od reszty społeczeństwa. Zainteresować się Reiki może każdy, bez względu na wiek, płeć, narodowość i poglądy. Zależy to od chęci danej osoby. Nie ma więc mowy o jakiejkolwiek izolacji. Ponadto osoby po Reiki pomagają innym ludziom, pomagają sobie. Zmieniają swoje życie w kierunku zmian pozytywnych, przez co pociągają za sobą pozytywne zmiany w swoim otoczeniu. Nie zamykają się w żadnych enklawach lecz żyją, pracują i mieszkają wśród innych ludzi.

5.  Mają własną hierarchię wartości. Ludźmi związanymi z Reiki są najczęściej (w Polsce) katolicy, rzadziej przedstawiciele innych wyznań lub ateiści. Wszyscy niemal akceptują tzw. wartości chrześcijańskie, chociaż nie zawsze używają tej terminologii. Co więcej, nie teoretyzują na ich temat ale aktywnie wprowadzają je w życie. Pojedyncze osoby mogą mieć swoje odrębne poglądy, lecz gdy spojrzeć na nie uczciwie to okazuje się, że reprezentują najczęściej takie same wartości. Jeżeli zdarzają się jednostki, które nie akceptują lub lekceważą wspomniane normy to tylko ich sprawa, jak zresztą bywa w całej ludzkości, a nie wiążą się z grupą, z którą się utożsamiają.

6.  Własny zespół norm zachowania się. Z Reiki związani są tacy sami ludzie jak my wszyscy. Mali i duzi, głupi i mądrzy, zakompleksieni i otwarci. Ubierają się jak całe społeczeństwo, w eleganckie garnitury i proste dżinsy. Chodzą do kościoła, na mecze, do kina. Jedzą mięso lub warzywa. Kochają kwiaty i ludzi. Grzeszą jak inni ludzie. Przeciętni reprezentanci społeczeństwa, których nic nie wyróżnia z tłumu. Może tylko częściej pomagają innym, może rzadziej krzywdzą innych, a przecież takich spotyka się też wśród pozostałej części narodu.

7.  Silnie akcentująca rolę przywódcy. W Reiki w ogóle brak jakichkolwiek przywódców, ani małych ani wielkich. Każdy jest sobie panem. Słucha się za to rad osób, które mają coś do powiedzenia, i do tego coś mądrego. Ale podobnie robią inni ludzie, czytając książki i poradniki, które przecież ktoś napisał, słuchając księdza, oglądając popularnonaukowe programy w telewizji. Mówi się co prawda o Mistrzach, ale Mistrz to najczęściej przyjaciel, który ma coś wartościowego do powiedzenia. I żeby było ciekawiej, to niemal wszyscy z Reiki, bez różnicy na wyznanie, traktują Jezusa za największego Mistrza. I może nawet bardziej stosują w życiu jego nauki niż krzykacze, o których piszę. Może ci ostatni odpowiedzą mi, jaki odszczepieniec wiary katolickiej uznałby Jezusa za najdoskonalszego Mistrza albo modlił się do Boga, np. podczas zabiegu Reiki.

8.  Zerwanie z dotychczasową religią. Już o tym wspomniałem w punkcie 1. Dodam do tego jeszcze fakt, że obserwuję, iż nie tylko, że ludzie z Reiki nie zrywają z dotychczasową religią, ale wręcz poprawiają z nią kontakty, lub po prostu wracają na jej łono. To co ich jednak różni od poprzedniej relacji z własną religią to lepsze i głębsze zrozumienie przekazywanych przez nią prawd. Także świadomość obłudy lub zakłamania niektórych jej przedstawicieli, oraz niepełny obraz nauki lub wręcz skrzywienie nauk przekazanych przez twórcę religii, które ci przedstawiciele prezentują. Tacy ludzie ciągle straszą nas Bogiem i jego gniewem (jakże niewiele zrozumieli z nauki Jezusa). Reiki za to pomaga wielu katolikom zrozumieć, że Bóg to Miłość, że kocha i akceptuje, że pomaga i przyjmuje. Wielu z tych ludzi wreszcie zaakceptowało to, o czym faktycznie mówił Jezus. On nas nie straszył, lecz pocieszał. I zapewne niejeden z nas, gdyby tylko Bóg zachciał być cielesnym, wolałby przytulić się do niego z miłości, niż paść na twarz ze strachu.

9.  Swoiste praktyki pseudoreligijne. W Reiki brak jakichkolwiek praktyk tego typu. Jeżeli ktoś uważa za takie np. palenie świec i kadzidełek w trakcie spotkań to proponuję, aby poczytał literaturę na temat aromaterapii (terapia zapachami), medycyny chińskiej (n.t. oczyszczającej i energetyzującej siły ognia) czy choćby coś z zakresu współczesnej nauki (o jonizacji powietrza przy pomocy ognia). Jeżeli ten ktoś zarzuca coś medytacjom, to niech poczyta literaturę na ten temat popularyzowaną choćby przez wydawnictwa kościelne. Jest jeszcze czarowny ton niejednej z kaset muzycznych, często w brzmieniu orientalnym. Proponuję oponentom zainteresować się muzykoterapią.

 

Mam nadzieję, że wszyscy ci, którzy stosowali dotąd wobec Reiki argumenty w stylu sekta zrozumieją wreszcie, że albo są niedouczeni, albo ktoś w nich zbyt mocno dokonał prania mózgu, przy ich całkowitej akceptacji. Jeżeli jednak nie zrozumieją, niech się cieszą z własnej głupoty.

Innymi elementami służącymi do walki z Reiki bywają chwyty w stylu energia diabła lub tym podobne. O ile mi wiadomo to wszystko pochodzi od Boga. Tak przynajmniej nauczono mnie w kościele. I diabeł również. Więc nie straszmy się diabłem tylko po to, by zyskać przez to argumenty w dyskusji. Również, o ile mi wiadomo, to każdy w tym życiu dostał jakieś talenty (jeżeli ktoś nie wierzy, niech sobie sprawdzi w odpowiednim miejscu, które powinien znać, skoro się tymi pismami podpiera w walce). Jeden ma dar pisania, drugi krasomówienia, trzeci malowania a czwarty dar głupoty. A są w końcu tacy, którzy mają dar uzdrawiania, jasnowidzenia, mądrości. Dlaczego więc ci ostatni mają coś, co pochodzi od diabła ? Trudno mi zrozumieć. Myślę jednak, że jeżeli już trzeba by użyć diabła w argumentacji, to raczej bym obstawał za taką wersją. Ludzie z Reiki chcą być i często są bardzo blisko Boga. Do nich diabeł nie ma żadnego dostępu, więc próbuje zwalczać Reiki przy pomocy innych, np. tych, którzy tak intensywnie walczą z Reiki. A ci biedacy myślą, że walczą w imię Boga. Tacy ludzie częściej przynoszą Bogu i religii szkodę niż korzyści.

Należy zwrócić też uwagę na sposób działania ludzi z Reiki. Nie przypisują sobie miana uzdrowiciel. Mówią natomiast, że przekazują Bożą Energię z jednoczesną prośbą, aby to Bóg zadecydował, czy przez tego człowieka chce działać. I nawet jeżeli ktoś mechanicznie powtarza niech się dzieje Twoja wola to i tak modlitwa ta trafia we właściwe miejsce.

Ostatnim bodaj argumentem jest z japońska brzmiąca nazwa Reiki. Nie wydaje mi się, aby było to coś złego. Czyżby polski język miał priorytet i należałoby go wywyższać ? Ktoś chyba w tym przesadził. Słowo jak każde inne, brzmi orientalnie, zaś To co pod sobą ukrywa jest i tak uniwersalne.

Nasuwa mi się jednak pewna refleksja. Nie ma reakcji bez przyczyny. Muszą być pewne przyczyny, które powodują, że następuje ten rodzaj relacji między ludźmi związanymi i niezwiązanymi z Reiki. Część z przyczyn opisałem powyżej. Jest jeszcze inna przyczyna.

Otóż w każdym społeczeństwie, religii, formalnych lub nieformalnych grupach są ludzie, którym ambicje i inne cechy nakazują, by tworzyli ferment. Najczęściej z irracjonalnych przyczyn, chociaż myślę, że najczęściej dzieje się tak, gdy chodzi o forsę i władzę. Tak było z chrześcijaństwem, buddyzmam czy islamem, gdzie nastąpiły podziały po śmierci twórców i nauczycieli tych religii. Górę wzięła głupota. Ale taki już jest ten świat.

Podobnie jest z Reiki. Są pojedyncze jednostki, którym wydaje się, że są bardziej wartościowi od innych, albo, że są ważniejsi. Zdarzają się tacy, którzy wręcz podkopują współkolegów, aby być górą, aby przyciągnąć innych do siebie. Zdarzają się nawiedzeni, jak ich nazywam, którym wydaje się, że nagle stali się specjalistami od niektórych chorób, że mają specjalizację w konkretnych schorzeniach. Niektórzy potrafią otworzyć gabinet zanim jeszcze nauczą się pomagać innym. Część winy leży po stronie niektórych Mistrzów, którzy często sami niedouczeni, źle przygotowują uczniów do samodzielnej pracy. Ci ostatni przez niewłaściwe zrozumienie wielu problemów nie potrafią obronić ich w zarzutach tych, którzy uważają, że Reiki szkodzi. Poza tym wielu Mistrzów przez swoją niewiedzę lub niefrasobliwość dezinformuje słuchaczy myleniem faktów w historii Reiki, tworząc różnorakie systemy kształcenia, itd. To wszystko powoduje, że organizm Reiki jest w pewien sposób nadwątlony.

Tego nie widać z zewnątrz, ale wystarczą wnikliwe obserwacje, aby to zauważyć. Jedno z podstawowych w kosmosie praw mówi, że takie przyciąga podobne do siebie. Dlatego te pojedyncze osoby, psując od środka środowisko Reiki, przyciągają innych o podobnych wibracjach i zachowaniach (słaby organizm atakują choroby, czyż nie ?). Przyciągają tych, którzy próbują zwalczać Reiki. Choć czasami nie wiedzą dlaczego. Robią to nieświadomie w myśl zasady, że ktoś to musi zrobić, i na nich padło, bo wibracje się zgadzają.

Gdybym miał podsumować jakoś ten rozdział to chyba jedynie tak, aby nie był on taki pesymistyczny. Temat poruszany jest przykry. Tym bardziej przykry, że walczy się w imię wspaniałych wartości, a metody przyjęte w tej walce świadczą, że walczący działają wręcz przeciwko tym wartościom.

Na zakończenie mam więc parę rad. Osobno dla poszczególnych grup ludzi, o których była mowa w niniejszym rozdziale:

1.  Dla ludzi z Reiki i siebie osobiście. Nie przejmujmy się, róbmy swoje. Nawet najwięksi mieli swoich oponentów. "Drożdżami rozwoju świata byli ci, którzy potrafili coś zobaczyć inaczej; czasem ginęli na stosach, choć potem okazywało się, że mniej błądzili aniżeli ich, pewni swego, sędziowie." (T.Burzyński). W podobnym tonie wypowiadał się A.Schopenhauer mówiąc, że "każdy problem zanim zostanie uznany przechodzi przez trzy stopnie: najpierw zostaje wyśmiany, potem jest zwalczany a w końcu uchodzi za oczywisty". I może jeszcze zdanie Lao Zi: "Słysząc przekaz Drogi, najdoskonalszy z ludzi gorliwie będzie badał Jej niewyczerpany bieg; człowiek przeciętny łatwo uchwyci sens, poderwie sie i zaraz zrezygnuje; człowiek prymitywny, gdy usłyszy nowinę, będzie sie smiał do rozpuku, a jeśli nie będzie sie naigrywał, znaczy to, że przekaz był fałszywy." Wypowiedzi z tak różnych okresów naszej historii wskazują, że nie jesteśmy odosobnieni, a ostatnia wręcz uzmysławia nam, że mamy racje w tym co robimy, skoro w taki sposób reaguje świat.

Pamiętajmy też, że nasi ewentualni przeciwnicy próbując zaszkodzić nam, szkodzą sobie. Cóż głupota ma to do siebie. Nie próbujmy czynnie przeciwstawiać się im. Jeżeli mamy rację, milczmy. Jest takie polskie, trochę wulgarne przysłowie: nie ruszaj gówna, bo śmierdzi. Nie karmijmy ich swoją energią poruszając ten temat, a umrze śmiercią naturalną.

2.  Dla sceptyków. Może trudno przyjąć, że istnieje coś takiego jak Reiki. Może wydaje się to teraz dla was jakby nieuchwytne. Pamiętajcie jednak, że z początku wiele rzeczy jest obcych i wtedy wydają się być wrogie, a z czasem stają się banalne i pewne. Fakt niewiary w coś nie oznacza, że tego nie ma. Może kiedyś nastąpi moment, gdy dojrzejecie do zaakceptowania Reiki i zrobicie to co pewien kaszub w dowcipie (Pytanie: dlaczego kaszub ma cofnięte czoło ? Odpowiedź tkwi w codziennym zachowaniu się kaszuba. Otóż gdy codziennie rano wstaje, zastanawia się co tak szumi. I natychmiast, uderzając się dłonią w czoło, dochodzi do niego myśl, że przecież to morze). Właśnie w taki sposób, niespodziewanie i nadzwyczaj bezpośrednio przychodzi do nas akceptacja pewnych prawd. Skąd i jak przychodzą ? To już materiał z innej bajki.

3.  Dla wrogów i oponentów Reiki. Trochę pokory mości państwo. Pycha ma to do siebie, że zaślepia, i wtedy trudno ocenić rzeczywistość. Poza tym nie ten, kto krzyczy najgłośniej ma rację. Pozwólcie innym żyć własnym życiem, aby w pewnym momencie ktoś inny nie zaczął kazać wam żyć pod swoje dyktando. Tym bardziej, że na Prawdę ma monopol tylko Bóg. Cała reszta tylko tę prawdę interpretuje, z wami włącznie. A interpretując nie musi się mieć racji. Jeżeli natomiast macie zamiar walczyć dalej, zróbcie to, ale poszukajcie innych argumentów, bo te dotychczasowe niewarte są funta kłaków. Pamiętajcie jednak o jednym. Może zyskacie paru wierzących wam, ale Prawda jest silniejsza, więc my przez Prawdę przyciągać będziemy pozostałych. Nasza siła jest tym większa, że znając Reiki wiemy, że Tego nie można opuścić. Nie uda wam się więc przekonać nas do fałszu. Jeżeli nawet znajdzie się wśród tych z Reiki ktoś, kto wam przyklaszcze, to tylko z niewiedzy. Gdy zrozumie, wróci na łono Reiki szybciej niż pomyślicie. Bo Dobre jest po prostu Dobre i nie da się temu zaprzeczyć.

Oponentom podpierającym się kościołem w swych atakach proponuję poczytać trochę Nowy Testament. Jest on pełen zdań, które powinni zrozumieć, nim się w ogóle zabiorą za jakąkolwiek krytykę (np. Ł.11.9; Mt.9.29; Mk.11.24, 9.38-40; J.14.12-14). Wszystkie wspomniane wasze argumenty nie trzymają się kupy. Albo, jak mawia mój kolega, przede wszystkim jej się trzymają.

Pamiętajcie również, że "tak jak pszczoła zbiera nektar z różnych kwiatów, podobnie człowiek mądry przyjmuje esencję wszelkich świętych pism i widzi tylko dobre aspekty wszystkich religii" (Shrimad Bhagavatam). Niech wam to przyświeca w rozmyśleniach, szczególnie oponentom pseudoreligijnym.

4.  Dla tych, którzy nie mieli zdania n.t. Reiki. Nie oceniajcie i nie wierzcie nikomu, kto zechce was przekonać do Reiki lub przeciw Niej. Musicie dokonać oceny samodzielnie, bo wtedy nie będzie ona zdeformowana poglądami innych. Najlepiej to zrobić czytając różne książki na ten temat, rozmawiając z ludźmi i obserwując ich w życiu. Warto też posłuchać kilku Mistrzów Reiki bądź ewentualnie wziąć udział w seminarium. Ale najlepiej to w spokoju i bez zaangażowania posłuchać siebie.

5. Dla skołowanych, o których nie wspominałem. Reiki to nie metoda uzdrawiania. Nie obawiajcie się, że po Reiki będziecie musieli zająć się uzdrawianiem, a to was nie interesuje. Po Reiki możecie robić wszystko, od wbijania gwoździ po czynienie cudów. Tyle, że doskonalej. Będziecie wtedy jak ów dzięcioł z motta książki: wali dziobem w drzewo, ale wie ci robi i robi to dobrze, nie robiąc sobie przy tym krzywdy.

© Andrzej Bednarz, Mistrz Reiki (fragment rozdziału z książki: "Życie z Reiki" )

 

 

  Reiki     Strona główna AlfaBeta